«Piekło pocztowe»

- 5 -

— Tak można by pomyśleć, prawda? Bardzo był zdenerwowany, kiedy go wyciągnęliśmy. Miło się przekonać, że wyczuwa pan ducha tej rozgrywki, drogi panie. Był pan przykładem dla nas wszystkich, kiedy pan nie rezygnował. Wciskał pan cały pył do materaca? Bardzo sprytnie, bardzo porządnie. Elegancko. To była prawdziwa radość, mieć pana tutaj z nami. A przy okazji, pani Wilkinson bardzo dziękuje za kosz owoców. Wytworny, nie ma co. Nawet kumkwaty w nim były!

— Nie ma o czym mówić, panie Wilkinson.

— Szef trochę się wkurzył o te kumkwaty, bo on w swoim miał tylko daktyle, ale wytłumaczyłem mu, że kosze z owocami są jak życie: dopóki nie zdejmie się z czubka ananasa, nigdy nie wiadomo, co się trafi. On też dziękuje.

— Cieszę się, że mu smakowały, panie Wilkinson — zapewnił odruchowo Moist.

Kilka jego byłych gospodyń przyniosło prezenty dla „tego biednego, zagubionego chłopca”, a Moist zawsze inwestował w szczodrość. W takiej karierze jak jego styl był najważniejszy.

— A trzymając się tego tematu, drogi panie… — ciągnął Wilkinson. — Zastanawialiśmy się z chłopcami, czy nie miałby pan ochoty, aby w tym momencie swego życia pozbyć się brzemienia wiedzy co do położenia miejsca, gdzie zlokalizowany jest punkt, w którym, żeby nie owijać w bawełnę, ukrył pan wszystkie te pieniądze, które pan ukradł…?

Więzienie zamilkło. Nawet karaluchy nasłuchiwały pilnie.

— Nie, nie mógłbym tego zrobić, panie Wilkinson — oznajmił głośno Moist po chwili niezbędnej dla efektu dramatycznego. Poklepał się po kieszeni kurtki, wystawił palec w górę i mrugnął.

Dozorcy się uśmiechnęli.

— Całkowicie zrozumiałem, drogi panie — zapewnił Wilkinson. — A teraz niech pan trochę odpocznie, bo wieszamy pana za pół godziny.

— Zaraz… Nie dostanę śniadania?

— Śniadanie podajemy dopiero o siódmej, drogi panie — z wyrzutem przypomniał dozorca. — Ale wie pan co? Przygotuję sandwicza z bekonem. Robię to tylko dla pana, panie Spangler.

* * *

Pozostały już tylko minuty do świtu, a on był prowadzony krótkim korytarzem do niewielkiego pokoiku pod rusztowaniem. Uświadomił sobie, że patrzy na siebie z zewnątrz, jak gdyby część niego unosiła się obok ciała niczym dziecięcy balonik, gotów — tak trzeba to nazwać — zerwać się ze sznurka.

- 5 -