«Namiętność»

- 5 -

– Och, nic nadzwyczajnego. – Amandzie coraz trudniej było zachować zimną krew. Jej policzki płonęły ogniem, uderzenia serca odbijały się echem w każdym zakątku ciała. -Zwykła usługa. – Odwróciła się do stojącej przy ścianie konsolki, gdzie wcześniej położyła plik starannie złożonych banknotów. – Zawsze płacę swoje długi. Niepotrzebnie naraziłam pana i panią Bradshaw na kłopoty, więc oczywiście muszę to wynagrodzić… – Urwała i wydała z siebie zduszony okrzyk, kiedy poczuła, że przybysz ścisnął jej ramię. To nie do pomyślenia, żeby obcy mężczyzna dotykał jakiejkolwiek części ciała damy, choć oczywiście jeszcze bardziej nie do pomyślenia było to, że dama uciekła się do wynajęcia męskiej prostytutki. Zdruzgotana Amanda postanowiła, że prędzej się zabije, niż jeszcze kiedykolwiek zrobi coś tak nierozważnego.

Zesztywniała pod jego dotykiem, nie śmiąc się ruszyć, gdy nagle, tuż przy uchu, usłyszała jego głos.

– Nie chcę pieniędzy – powiedział z lekkim rozbawieniem. -Nie płaci się za usługę, która nie została wykonana.

– Dziękuję. – Zacisnęła pięści taka mocno, że aż zbielały jej kostki. – To bardzo uprzejmie z pańskiej strony. Zapłacę przynajmniej za powóz. Nie musi pan wracać do domu piechotą.

– Ależ ja jeszcze nie wychodzę.

Amanda ze zdziwienia aż otworzyła usta. Odwróciła się na pięcie i spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. Co to ma znaczyć? Jak to, nie wychodzi? Zaraz zmusi go do wyjścia, nie pytając, czy sobie tego życzy, czy nie! Szybko rozważyła w myślach, co może zrobić w tej sytuacji, niestety, nie miała wielkiego wyboru. Lokajowi, kucharce i pokojówce dała dzisiaj wychodne, więc nie mogła się spodziewać pomocy z ich strony. Nie mogła też przecież przywołać policjanta. Takie zdarzenie wywołałoby skandal, który zaszkodziłby jej pozycji zawodowej, a przecież pisanie było jej jedynym źródłem utrzymania. W porcelanowym stojaku przy drzwiach spostrzegła parasol z drewnianą rączką i dyskretnie zrobiła krok w tamtą stronę. Niechciany gość natychmiast zauważył ten manewr.

– Zamierzasz mnie tym uderzyć? – zapytał.

– Jeśli okaże się to konieczne.

Parsknął śmiechem i uniósł do góry jej podbródek, tak że musiała spojrzeć mu w oczy.

– Ależ proszę pana! Co pan robi?

- 5 -